Brunet przechadzał się po
ogrodzie, patrzył na słońce, które górowało nad pałacem i cicho wzdychał,
zaglądając w różne zakamarki żywopłotowego labiryntu. Wiedział, że on musi
tutaj być, jednak od długiego czasu nie wiedział dlaczego.
Tak jest od osiemnastu lat, odkąd
sięga pamięcią stoi tutaj wielki labirynt, na końcu którego jest wyjście do
świata ludzi. Jednak nie wszystkie osoby z zewnątrz mogą dostać się do tej
niesamowitej krainy w której znajduje się chłopak.
To miejsce to Kraina Baśni, dokładnie
Letni Pałac Królowej Śniegu, która ofiarowała go swojemu ulubieńcowi – Kaiowi.
Chłopak mieszka tutaj od osiemnastu lat, wcześniej mieszkał ze swoim
przyjacielem Piotrusiem w Nibylandii, jednak wiele rzeczy się zmieniło.
Odkąd Królowa rządzi Krainą nie ma
tutaj radości, jest tylko szarość, smutek i zło. Każda bajka ma złe
zakończenie, postacie umierają lub znikają w dziwnych okolicznościach.
Oczywiście ludzie nie odczuwają tej zmiany, natomiast równowaga magicznego
świata bajek jest zachwiana, od bardzo dawna.
Wcześniej, co jakiś czas,
nieprzerwanie od setek lat, panował tutaj Bajkopisarz, który sprawiał, że
wszystkie bajki miały taką samą postać w jakiej zostawił je Hans Christian
Andersen – pierwszy człowiek, który miał wstęp do Krainy.
Stworzył on Kaia, Królową Śniegu i
Gerdę, pierwszą przyjacielem Kaia był Piotruś Pan. Ludzie nie popierali miłości
męsko-męskiej, nawet jeśli jest to miłość przyjacielska, dlatego Andersen
ludziom podsunął chłopca i dziewczynkę, jednak w Krainie od dawien dawna Gerdą jest
chłopak – kolejny Bajkopisarz. Królowa przez wieki pozwalała odchodzić chłopcu,
jednak z każdym kolejnym odejściem jej złość się potęgowała, nie pozwalała
nikomu zbliżać się do Kaia, aż osiemnaście lat temu zabiła ostatniego
Bajkopisarza.
Brunet wzdrygnął się delikatnie,
wypuszczając drżący oddech i poprawił grzywkę, opadającą mu na czoło.
Nienawidził wspominać tego co się stało. Jednak wiedział, że tak musiało być.
Wilhelm siedział przy długim stole, całym zawalonym książkami i
stertami papierków, milionami piór i kałamarzy, w których moczył swoje długie
włosy. Nie wychodził z tego pokoju od dawna, wiedział, że jego jedynym zajęciem
w tym świecie jest pisanie bajek, nic więcej, a było ich tak wiele, że
mężczyzna nie widział słońca od kilku lat.
Nagle poczuł dziwny, przenikliwy chłód, który rozlał się w jego ciele,
a po chwili zgasła jedyna świeca dająca światło w ciemnej komnacie.
Bajkopisarz powoli odwrócił się na krześle i zobaczył w drzwiach
postać, którą znał od dawna. Mimowolnie uśmiechnął się na widok chłopaka, ale
brunet nie odwzajemnił jego uśmiechu.
- Kai, co ty tu robisz? – spytał niepewnie, wstając powoli z
wypolerowanego krzesła, które niedawno otrzymał od Gepetta. – Przecież nie
wolno ci wychodzić z Pałacu, to niebezpieczne.
Brunet powoli ruszył w jego stronę, a tam gdzie położył nogę pojawiał
się szron, za nim ciągnęła się zamieć, a jego włosy błyszczały od śnieżynek.
Twarz stała się bledsza niż kiedykolwiek, brązowe oczy straciły blask, stały
się wypłowiałe i zmieniały barwę na niebieską z każdym kolejnym krokiem
chłopca.
- Kai, co ty robisz… - Wilhelm zająkał się, łapiąc mocno krawędzi
krzesła. Brunet przyspieszył, wyciągając spod peleryny błyszczący miecz, który
został wykonany z lodu.
Bajkopisarz podniósł krzesło, ale jego przyjaciel zaśmiał się,
wysyłając w jego kierunku parę, która osiadła na meblu i zamieniła go w bryłę
lodu.
- Ze mną nie wygrasz, Wilhelmie. – Kai zaśmiał się donośnie, ale
Bajkopisarz wiedział, że to nie był on. Domyślił się, że to Królowa włada
chłopcem.
- Kai, uspokój się. – wyszeptał, wyciągając dłoń do przyjaciela. – To
nie jesteś ty, popatrz na mnie. To ja, Wili, przecież mnie lubisz, nawet
bardzo, popatrz na mnie, proszę.
Brunet zamrugał kilkakrotnie i Wilhelm mógł zaobserwować jak jego
tęczówki wracają do poprzedniego koloru, jednak Królowa nie dawała za wygraną.
Kai wrzasnął przeraźliwie i wbił ostrze prosto w brzuch swojego przyjaciela,
przekręcając je kilka razy z zaciętym wyrazem twarzy.
Chłopak westchnął cicho,
przygryzając mocno wargę i usiadł na schodkach, prowadzących do altanki w
środku całego labiryntu. Po chwili usłyszał trzepot piór i podniósł głowę,
marszcząc lekko brwi.
- Co do… - nie zdążył skończyć, bo
magiczna siła zwaliła go na kolana, gdy altana przybrała postać portalu. – Nie,
tylko nie…
Kilka wróżek wyfrunęło z przejścia
i przeleciało obok głowy Kaia, jedną poznał od razu, więc wyciągnął rękę,
wiedząc, że wpadnie w nią.
Usłyszał po chwili cichy jęk co
oznaczało, że wróżka się złapała, postawił ją na drugiej dłoni i przystawił do
twarzy, posyłając przepraszający uśmiech.
- Wybacz, Dzwonek. – palcem
wskazującym pogłaskał ją po głowie. – Gdzie jest Piotrek? – przechylił lekko
głowę w bok.
- Piotruś. – wróżka wywróciła
oczami, poprawiając swoją sukieneczkę. – Prosi, aby nazywać go Piotruś, nie
przypominaj mu, że nie jest już dzieckiem.
- Ma prawie dwadzieścia cztery
lata, niech wreszcie to sobie uświadomi. – chłopak wywrócił lekko oczami, na co
wróżka prychnęła.
- Ty masz ponad sto osiemdziesiąt
i jakoś ci tego nie wypominamy. – odparła brunetka, kręcąc małą główką. – Do
rzeczy. Piotruś znalazł coś obok statku Haka, wiesz, że jest sprzymierzeńcem
Królowej.
- Tak, wiem. – westchnął krótko
chłopak. – Wiesz, że ja też jestem pod jej wpływem.
- Ale jeśli masz Amulet jest
wszystko dobrze, tak? – wróżka wskazała palcem na wisior z wielkim szmaragdem
na szyi bruneta, a on skinął głową.
- Tak, zgadza się. – potwierdził.
- Wracając. – wróżka chrząknęła. –
Piotruś ma coś co on nazywa Zaczarowanym Zwierciadłem. Wiem jakie są twoje
wspomnienia z dziwnymi lustrami, ale nie rób dziwnych min i słuchaj. –
dziewczyna usiadła na jego dłoni, prostując nogi. – Jest kolejny Bajkopisarz.
On może nam pomóc i wygramy z Królową.
- To się nie uda, Dzwonek, nie ma
szans. – Kai pokręcił głową, przeczesując włosy. – Dobrze wiesz, że ona jest
silna, to nic nie da.
- Zna wszystkie bajki i baśnie,
jego rodzice od dziecka szkolili go, bo przekazaliśmy im, że może on nam pomóc.
Zrozum to, Kai. To jest jedyna nadzieja, jedyny ratunek. Piotruś chce go
ściągnąć do Pałacu w przesilenie letnie.
- Pałac Letni i przesilenie
letnie, czy to nie jest za, hm… przewidywalne? Myślisz, że Królowa się nie
domyśli? – chłopak wywrócił lekko oczami.
- Pałac jest pod ochroną, dobrze
to wiesz. Musimy go chronić przed jej mocą, tak samo jak chronimy ciebie i inne
bajki, musisz nam zaufać, możliwe, że to koniec złych dni, rozumiesz? Koniec
tego, nie będziesz siedział ciągle w czterech ścianach i ogrodzie, przestaną
śnić ci się koszmary z Wilhelmem, nowy świat, nowa rzeczywistość, tylko musisz
nam pomóc.
- Dobrze, postaram się. –
westchnął cicho brunet. – Użyczę wam jednej z komnat na przechowanie lustra do
przesilenia. Jeśli Alan się zgodzi to wykorzystamy tunele i ściągniemy tutaj
tego nowego.
- Alan? – Dzwoneczek uniosła lekko
brew. – Masz na myśli tego dziwaka co zadaje się z Kapelusznikiem i mieszka w
norze z królikami?
- Tak, ale on jest bardzo miły i
pomocny, lubię go. – wzruszył delikatnie ramionami. – Dobrze, powiesz mi, coś
więcej o tym… Bajkopisarzu?
Dzwoneczek uśmiechnęła się pod
nosem, wstała i wyciągnęła skrzydełka, które lekko otrzepała.
- Chodź do altanki, w portalu
powinieneś go zobaczyć.
Wróżka powoli się uniosła i
ruszyła w stronę altanki, Kai otrzepał pelerynę, idąc powoli za małą istotą,
która świeciła od magicznego pyłu.
Wyjęła garstkę pyłu z sakiewki i
rzuciła w portal, a on zaczął się rozmywać, by po chwili zaświecić blaskiem,
który znów zwalił bruneta z nóg.
- Ile razy tak mnie to będzie
powalać? – syknął niezadowolony, na co Dzwoneczek wywróciła oczami.
- Patrz. – wskazała małą dłonią na
portal, który unormował się w obraz.
Kai podniósł się, otrzepał kolejny
raz i zmrużył oczy, patrząc z fascynacją na obraz po drugiej stronie.
Blondyn krzątał się po kuchni,
poprawiając włosy, fartuszek i sypiąc mąką na wszystkie strony, śpiewał przy
tym piosenki z ekranizacji różnych bajek, śmiejąc się radośnie i skacząc po
małym pomieszczeniu.
- Niall, wszystko dobrze? –
krzyknęła pewna kobieta, na co blondyn zaśmiał się jeszcze głośniej, łapiąc za
brzuch.
- Melodyjny śmiech. – mruknęła
Dzwoneczek, przysiadając na ramieniu bruneta. – Prawdopodobnie Nini powstała od
jego śmiechu. Bo wiesz jak…
- Gdy dziecko pierwszy raz się
zaśmieje, tak, wiem. – mruknął chłopak, zerkając na nią. – Myślisz, że on nam
pomoże? Nada się?
- Mamo! – krzyknął blondyn, czym
zwrócił uwagę Kaia. – To nie ja! To Dzwoneczek i jej przyjaciółki! – zaśmiał
się radośnie, na co brunet lekko się uśmiechnął.
- Mówiłam, że się zna. – wróżka
uśmiechnęła się z dumą, na co chłopiec skinął głową.
- Nada się, tak sądzę.
- A ta mąka? – blondynka oparła
się o ścianę, patrząc na bałagan w kuchni, jej syn jedynie wzruszył ramionami.
- Chciałem pobawić się z Kaiem, to
wszystko. – odparł blondyn, na co brunet otworzył szeroko oczy i popatrzył z
niedowierzaniem na Dzwoneczka.
- Do tego, jesteś jego ulubieńcem.
To chyba jakiś znak, Kaiuś. Może wreszcie się zakochasz. – wróżka dźgnęła go w
policzek, a on zaśmiał się cicho, drapiąc się po karku.
- Może, nic nie wiadomo.